sobota, 23 maja 2015

Rozdział 6

     ~Elizabeth~
     Zbliżało się popołudnie. Około 17:00 musieliśmy wyjechać, żeby być na miejscu o 18:00. Z Rebekah było nas wszędzie pełno. Ciągle byłam wściekła na Klausa za to co zrobił. Nikomu o tym nie powiedziałam. Bałam się go...
Spojrzałam na medalion od niego. Błękitny kamień aż lśnił. Byłam naiwna ufając mu. Delikatnie podniosłam go.
- Najpierw rozprawie się z Marcelem, a później z tobą... Obiecuję ci to Klaus... - powiedziałam sama do siebie.
***
     ~Niklaus~
     Stałem na balkonie. Przygotowania szły w najlepsze. Na prośbę Marcela zjawiłem się wcześniej. W swoim domi i tak bym tylko słyszał obelgi rzucane w moją stronę jaki to ja okropny, że jestem potworem... Jakbym już tego nie widział.
Byłem ciekaw jak zareaguje na mnie Elizabeth. Elijah i Rebekah się już do tego przyzwyczaili. Ona jest ciągle w tym nowa...niewinna i czysta.... Odrzuciłem te myśli. Cholerna wiedźma... Wyszeptałem sam do sobie
Najpierw omotała mojego brata, a teraz mnie... Tylko czemu ja się tak tym przejmuje.... Zapewne mnie teraz nienawidzi i przeklina. Nie dziwie się jej, ale cóż nasza znajomość zaczęliśmy dobrze, co było nowością z mojej strony.
    Zeszedłem na dół do Marcela, który sprawnie kierował przygotowaniami. Zbliżała się godzina 16:00. Jeszcze dwie godziny do wielkiego przyjęcia. Byłem strasznie ciekawy czy Elizabeth już powiedziała mojemu rodzeństwu o tym, że odwiedziłem ją w mojej wilczej formie. Zapewne tak... Poleciała do mego brata z podkulonym ogonem, a ten zawsze dobroduszny pozwolił wypłakać się jej w swoich ramionach... OH bracie kobiety cie kiedyś zgubią.
- Nie długo goście będą przyjeżdżać! Elijah i Rebekah będą? - spytał Marcel, który nadchodził w moim kierunku.
- Oczywiście, ze tak. Elijah jako moja niańka, Rebekah nie przepuści takiego przyjęcia - odpowiedziałem z ironią, na co on się tylko zaśmiał.
- Przyjdzie sporo ważnych ludzi w Nowym Orleanie - mówił Marcel.
- A ta wiedźma, o której mi wspominałeś? - spytałem odwracając od niego wzrok.
- Będzie... Ale uważaj na nią. Jest sprytna...i w twoim typie! - poklepał mnie po plecach szeroko się uśmiechając.
- Co znaczy w moim typie? - spytałem z ciekawością.
- Sam się przekonasz - rzucił i gdzieś poszedł.
Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś to powie, że Elizabeth jest w moim typie. Cóż okazało się, że Marcel był pierwszy i chyba tylko on tak uważał.
    Poszedłem do pokoju na gorze. Zacząłem się szykować na przyjecie. Założyłem białą koszule oraz frak, który liczył już sobie trochę lat, a mimo to ciągle się dobrze trzymał.
Czas zacząć przyjecie.
***
     ~Elizabeth~
     Wysadzili mnie dwie ulice wcześniej, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Robiło się chłodno, ale bardzo przyjemnie. Widziałam jak wiele osób kieruje się w miejsce balu. Kobiety miały najwspanialsze suknie. Większość stylizowane na starodawne. Dzięki Becce mogłam mieć oryginalna suknie, z małymi przeróbkami.
    Było już parę minut po 18:00. Nie śpieszyłam się. Wszyscy śmiali się i tańczyli. Kiedy tylko przekroczyłam próg posiadłości zobaczyłam pierwotna. Ta tylko uśmiechnęła się do mnie dyskretnie i sięgnęła po kieliszek szampana. Chwile później zauważyłam Elijahe dyskutującego w malej grupce.
- Elizabeth! Witaj - usłyszałam radosny głos Marcela.
-  Witaj... Wspaniałe przyjecie.
- Dziękuje. Chodź chce żebyś kogoś poznała - wziął mnie pod rękę i zaprowadził do małego salonu niedaleko głównej sali.
Był skromny ale urządzony ze smakiem. Znajdowała się tam mala biblioteczka na wprost nas, przy której stał odwrócony do nas tyłem mężczyzna...Niklaus.
- Klaus poznaj Elizabeth. Niestety muszę was zostawić. Przyjecie trwa! - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Szybko zamknął za drzwiami zamykając je za sobą.
Dopiero wtedy się odwrócił i podszedł do mnie. Pomału i z klasa....cały on.
- Dobry wieczór Elizabeth Roget - przywitał się ze mną.
Ja..no cóż, przywaliłam mu z liścia. Nie spodziewał się tego. Nie dało mi to jednak satysfakcji. To co on mi zrobił nie mogło się z tym równać.
- W jednej chwili mogę wyzwolić twoją wilczą formę, wiec się streszczaj - powiedział z powaga.
- Z czym mam się streszczać? - spytał arogancko i odsunął krzesło od stolo, który stał na środku, w geście abym się przy nim usiadła.
- Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Usiądź...
  Wywróciłam oczami i podeszłam do krzesła. Usidłam się, a on na przeciw mnie.
- Niklaus...
- Teraz będę dużo czasu spędzać z Marcelem. Musze sprawić żeby mi zaufał. Ty masz czekać na wiadomości ode mnie... - powiedział sucho.
- Co?... Może ci się coś pomyliło, ale z tego co ja wiem to nie jestem jakąś asystentka, która lata wszędzie na zawołanie! - nie dawałam się.
- Tak, to prawda. Nie jesteś asystentka. Jesteś moja czarownica!
- Od kiedy to jestem twoja?
Nic nie odpowiedział. Nie wiedział co. Był wściekły, bo ktoś mu się postawił. W końcu! Wstał i odwrócił się ode mnie. Znów zajął się książkami. Na mojej twarzy malował się uśmiech zwycięstwa i dumy. Wstałam od stołu i skierowałam się do wyjścia.
Zabawa trwała. Nawet Marcel był nadzwyczaj miły. Potańczyłam z nim chwile. Później ktoś inny wziął mnie do tańca. Chociaż na chwile mogłam zapomnieć o tym wszystkim. Kolejnym moim partnerem do tańca okazał się Elijah. Z nim tańczyłam najdłużej. Dogadywaliśmy się coraz lepiej, jednakże nie powiedziałam mu o mojej rozmowie z Niklausem. Uznałam bardziej za stosowne jeśli zatrzymam to dla siebie.
      Minęły trzy godziny. Odbyłam wiele ciekawych rozmów oraz dużo tańczyłam. Czasami zauważałam go, ale od razu ignorowałam. Jedyne co można było odczytać z jego twarzy to wściekłość.
Potrzebowałam trochę świeżego powietrza. Wyszłam na ogromny taras z boku domu. Na niebie było już pełno gwiazd. Powietrze było rześkie, mogłabym tam stać godzinami. Po jakiejś chwili usłyszałam ciszy jęk i przerwany krzyk w małym lasku obok posiadłości. Ze wzgledu na muzykę nikt wewnątrz nie był wstanie tego usłyszeć. Poszłam za dźwiękiem. Pod drzewem stał Niklaus z jakąś dziewczyną, z której wysysał krew.
- Co ty wyprawiasz! - krzyknęłam.
 Odsunął się lekko, a ona osunęła się. Musiał już sporo wypić jej krwi.
- Oh witaj... Dołączysz do nas? - zapytał arogancko.
- Ulecz ją i wypuść...
- Nie umiesz się bawić.. - wymamrotał.
Mocno chwycił omdlałą dziewczynę. Podał jej swoja krew, sprawił ze zapomniała i wypościł.
 Zostałam sam na sam z diabłem.
Po jego wargach spływała krew. Biała jak dotąd koszula pokryła się czerwonymi plamami. Było ciemno. Bałam się, a on to czul. Zrobił jeden krok w moją stronę, a ja momentalnie w tył. Uśmiechną się i pomału ruszył ku mnie. Cofałam się, ale napotkałam drzewo na swojej drodze. Byłam w potrzasku.
- Gdzie medalion ode mnie? - spytał robiąc ostatni krok w moja stronę.
- Na polce. Stwierdziłam, że nie będzie pasować...
- Oh Elizabeth... Czyżbyś się mnie bała?
 Zacisnęłam pięści. Po chwili Klaus leżał już na ziemi. Jednak dobrze być w takich sytuacjach wiedźmą.
Zacięłam uciekać. Nic nie widziałam, tylko zarysy drzew. Nie mogłam trafić na ścieżkę prowadzącą do domu, a suknia nie ułatwiała mi biegu. Co chwile się potykałam.
- Elizabeth! - usłyszałam jego głos niedaleko mnie. 
Moje serce waliło jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Na moje nieszczęście potknęłam się o jakiś konar i przewróciłam się. Musiałam uderzyć się głową o coś bo film mi się urwał.

***
      ~Niklaus~
    Leżała na ziemi kiedy do nie dotarłem. Wziąłem ją na ręce i wyniosłem z lasu, jednakże nie podałem krwi.  Sam nie wiem czemu. Nie zawiadomiłem mojego brata. Nie czułem takiej potrzeby. Położyłem ja na tylne siedzenie i przebrałem koszule na czysta. Wytarłem twarz i dopiero ruszyłem.
 Chciałem zawieść ją do szpitala, ale zrezygnowałem ze tego. Pojechałem do domu.
- Co się stało?! -naskoczyła na mnie Hayley.
- Nic... Przewróciła się i zemdlała. Nic jej nie będzie.
 Popatrzyła na mnie podejrzliwie i poszła za mną na górę. Dziewczyna przebrała Elizabeth, wyganiając mnie przy tym z jej pokoju. Posłusznie poczekałem przed drzwiami. Rozmyślałem nad tym jak moje kochane rodzeństwo na to zareaguje.
- Już! -zawołała.
Elizabeth była ciągle nieprzytomna. Podszedłem do jej łózka. Na czole miała ranę i dużego siniaka. Ręce również miała po odzierane przez gałęzie.
- Idź już... -powiedziałem.
Bala się zostawić ją sam na sam ze mną, ale poszła. Usiadłem się kolo niej. Odgarnąłem włosy z jej twarzy. Nagryzłem swój nadgarstek i podałem jej krwi. Stwierdziłem, że bardziej przyda mi się żywa.
Może moglem sobie odpuścić. Może to on mogla być tą osobą, która mi ufa...
- Niklaus... - wyszeptała i otwarła pomału oczy.
- Tak? -nachyliłem się bliżej.
- Siedzisz mi na nodze...
Dopiero teraz to zauważyłem. Szybko z niej zszedłem, a Elizabeth się podniosła.
- Jak się czujesz?
- Źle... Jak mogłeś? -spytała z wyrzutem.
- Moja wina, że jesteś niezdara i się potknęłaś?
 Przewróciła tylko oczami.
- Może lepiej będzie jak nie powiem nic twojemu rodzeństwu... -zaproponowała.
Może i jednak coś nas łączyło....
- Za późno. Hayley widziała, to ona cie przebrała, wiec na pewno im powie... -wyjaśniłem.
- No to masz przerąbane -uśmiechnęła się.
- Dobrze się bawisz prawda?!
- A zabawa dopiero się zaczyna...
- Dobranoc -powiedziałem i wyszedłem.
Jeszcze ich nie było. Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wróciłem do sypialni usiadłem się na łóżku ze szkicownikiem. Zapaliłem małą lampkę nocną i zacząłem szkicować. Z początku bazgrałem różne linie, które nie miały rzadnego sensu. Traciłem tylko papier. W koncu zacząłem szkicować postać dziewczyny, w pieknej sukni i medalionie na szyi. Dopiero po chwili się ocząsnąłem. Szkicowałem Elizabeth. Chciałem wyrwać tą kartkę i ją wyrzucić, a jednak nie zrobiłem tego. Dokończyłem dokładnie rysunek, dbając o każdą linię. Po skonczoniu byłem na prawdę zadowolony ze efektu końcowego. Zamknąłem szkicownik i schowałem go do szafki nocnej. Zgasilem lampkę i wygodnie się położyłem. Czekał mnie cieżki dzien. Elijah i Rebekah nie odpuszczają tak łatwo....

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 5

    ~Niklaus~
   Całą noc błąkałem się bez celu po lesie. Pożywiłem się na kilku osobach. Ta noc należała do jednych z dłuższych w moim życiu. Czułem, że... Źle zrobiłem. Dziwne uczucie i to wszystko przez jedną nic nie znaczącą wiedźmę.
Nie wiem dlaczego, ale nogi same nie poniosły do tej studni. Tu się wszystko zaczęło. Bałem się, że przez to co się stało ona odejdzie, a ja nie będę mógł wziąć tego co należy się mi. Tronu! Ja jestem królem. Ja Niklaus Mikaelson. Nikt inny!
Miałam tylko jeden sposób jak odzyskać jej zaufanie.
      Poszedłem do jej domu. Delikatnie zapukałem do drzwi. Otworzyła mi nastolatka z pofarbowanymi włosami.
- Słucham? - spytała.
- Dom rodziny Roget?
- Tak. A pan to kto?
- Znajomy Elizabeth
- Coś się stało mojej siostrze? - przejęła się.
- Nie, ale... Jest może twoja...
Nie musiałem kończyć. Po chwili do drzwi podeszła Jacquline Roget. Zdziwił ją mój widok. Kazała iść dziewczynie do siebie, a sama usiadła się na fotelu, na werandzie.
- Czego od nas chcesz?
- Abyś przewróciła Elizabeth do waszego sabatu... Do waszej rodziny - starałem się być uprzejmy na tyle ile potrafiłem.
- Zdradziła n...
- Nie. Chce pomóc. Chce uwolnić wiedzmy Nowego Orleanu. Jest gotowa się poświęcić dla swoich. Czyż to nie piękna postawa? Godna przywódcy... - przekonywałem.
- Co ty będziesz z tego miał?
- Zmieniłem się. Jak każdy. Pragnę wyzwolić Nowy Orlean z rządów Marcela 
- Nie wykluczyłam jej ani nic w tym stylu... - powiedziała spokojnie po dłuższej chwili ciszy.
- Ale jak moc...
- To, że jestem stara nie znaczy, że nie potrafię rzucać zaklęć, a po za tym była roztrzesiona - wytłumaczyła.
- Czyli mogę jej przekazać dobre wieści?
- Tak, ale niech tu jeszcze nie przyjeżdża. Okłamała mnie... Musi swoje odpokutować.
  Uśmiechnąłem się i odszedłem.
***
    ~Elizabeth~
     Od rana przeglądałyśmy suknie. Rebekah miała ich ogrom! Mi najbardziej spodobała się w odcieniach karminu i szkarłatu. Becka wybrała jasną suknie, gdzie królowały biel, żółć neapolitańska oraz złoty. Jej była gotowa do założenia. Z mojej wyrzuciłyśmy niepotrzebne falbany i podszewki, tak żeby stała się lekksza i żebym czuła się w niej swobodnie. Postanowiłyśmy zachować gorset żeby tyle nie eksperymentować. Nie chciałyśmy jej zepsuć.
     Z gotowymi sukniami każda z nas poszła do siebie. Zatrzymałam się w progu. W moim pokoju stał Niklaus.
- Wynos się... - powiedziałam i zacisnęłam pięści.
Nic. Oczywiście. Przecież on nikogo nie słucha! O nie... Nie złamię się. Wyprostowałam się i podniosłam głowę. Dumnym i pewny krokiem weszłam do siebie i powiesiłam suknię.
- Rozmawiałem z twoją babcią - powiedział spokojnie kiedy już miałam wychodzić.
- I? - spytałam jakby nie to nie ruszyło.
- Cóż... Nie tylko Elijah ma swój urok osobisty Elizabeth Roget, przyszła przywódczyni sabatu... - powiedział stając na przeciwko mnie.
- Wspaniale... Myślisz, że to załatwi całą tą sprawę? - byłam nieugięta, chodź fakt, że babcia mnie nie wydziedziczyła był bardzo miły.
- Czego Ty jeszcze ode mnie oczekujesz?!
- Przepraszam? Jakiejś skruchy, żalu?...
- Piękna suknia - powiedział i wyszedł.
Przełożyłam rękę do medalionu. Wyszeptałam kilka słów. Nie był mi już potrzebny.
***
     ~Elijah~
   Siedziałam w ogrodzie i czytałem książkę, kiedy mój... Nie zrównoważony emocjonalnie... Brat, wyleciał do ogrodu.
- Cóż znowu bracie? - nie odrywałem wzroku od lektury.
- Elizabeth! Jak zawsze....
- Sam się zdeklarowałeś, że będziesz się nią opiekować....
- O! Bracie.. Jednak to nie ją ciągle o niej myślałem i to nie mi śniła mi się po nocach!
- Ciszej Niklaus... - uspokajałem, a przynajmniej starałem się.
- Co boisz się, że usłyszy?! Wiesz co... Ty po prostu się boisz!
Wyszedł i kiedyś poszedł. Zamknąłem książkę i poszedłem do domu. W salonie stała Elizabeth.
- Błagam zrób z nim coś - powiedziała delikatnie.
- To nie takie łatwe... Słyszałaś może naszą rozmowę? - musiałem spytać.
- Tak... - spuściła wzrok.
- Elizabeth... Przepraszam
- Nie masz za co, Elijah...to i tak by nie wyszło - uśmiechnęła się do mnie przyjacielsko.
- Przyjaciele?
- Oczywiście... A co do Hayley... - powiedziała ściszonym głosem i uśmiechnęła się szeroko.
- Elizabeth! Chociaż ty mnie dzisiaj nie denerwuj... - zaśmiałem się.
  Wybuchnęłaśmiechem, a ja poszedłem do siebie.
***
       ~Niklaus~
      Błąkałem się po lesie. Znowu. Nowy Orlean na zawsze pozostanie przeklęty. Czego ta dziewczyna jeszcze ode mnie może chcieć... Nagle usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Nie sprawdzałem kto to tylko odebrałem.
- Tak?!
- Niklaus... Gdzie jesteś? - usłyszałem znany głos.
- Elizabeth... Daj ty mi spokój!
  Rozłączyłemsię. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać.
       Robiło się już coraz ciemnej. Na niebie pokazywał się już księżyc. Pełnia. Telefon, dokument i kortke wrzuciłem do auta. Poszedłem znacznie dalej w las. Czułem, że to się dzieje. Nie walczyłem. Przemieniałem się.
***
       ~Elizabeth ~
      Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Bałam się, że może zrobić coś głupiego, że może kogoś... Zabić. Elijah poszedł go szukać. My w trzy zostałyśmy w domu.
- Nie martw się - uspokajała mnie Hayley.
Gdyby coś się komuś stało to tylko przeze mnie.
- Dobrze... Jak się czujesz?
- Nie narzekam. Chodź perspektywa, że urodzę dziecko pierwotnej hybrydy troszkę mnie przeraża... - powiedziała spokojnym tonem.
- Pamiętaj, że masz nas - powiedziała Rebekah po czym wyszła.
Powiedziałam chwile z dziewczyną i poszłam do niej.
Siedziała na swoim łóżku, wpatrywała się w przestrzeń za balkonem.
- Co się stało?
- Nic... - powiedziała szybko.
Podeszłam do niej. Jej policzki były mokre od łez.
- Nik otrzymał największy, najwspanialszy dar... On nawet na to nie zasługuje... Nigdy tego nie pragnął.... - mówiła z łzami jak i złością w oczach.
- Hej... To prawda, że nie zasługuje na to. Musimy mu w tym pomóc. Ty musisz. Nie możesz mieć własnego dziecka lecz możesz być najlepszą ciocią na świcie.
- Dziękuję... - uśmiechnęła się delikatnie.
       Zbliżała się 24:00. Niklaus ciągle nie wracał, a ja jak głupia do niego dzwoniłam. Elijah wrócił przed godziną. Ani śladu... Nie wiem czemu, ale w pewien sposób się o niego martwiłam, a może raczej o to czy czegoś nie zrobi.
Gdy wracałam spod prysznica usłyszałam wycie wilka. Samotnego... Wyszłam na balkon. Stał w pewnej odległości, jednakże dobrze go widziałam. Blask księżyca padał na niego jak i światło z mojego pokoju padało po części na niego. Patrzył na mnie. Dopiero po chwili spostrzegłam, że jego pysk jak i część sierści są w krwi. Niklaus...